Zwróciłem jej uwage

 Dzisiaj sebi poskarżył się że sąsiadka z która jeździ rano do szkoly naśmiewa się z jego fryzury. Powiedziałem Agnieszce aby napisała do swojej koleżanki i zwróciła jej uwagę aby tak nie robiła. Ona mnie zaatakowała i zaczęła krzyczeć na mnie i na Sebka.  Zdenerwowała mnie maksymalnie tymi wyzwiskami więc przypomniałem  jej ponownie, że nie powinna do Sebka mówić ty głupku. Powiedziałem również że nie pozwalam jej go przedrzeźniać jak płacze, ona ostatnio robi to co drugi dzień,  bo to jest toksyczne zachowanie matki i taki mały chłopiec nie powinien słyszeć tego od mamy. 

Konsekwencje zawstydzania, wyszydzania, dziecka, przynoszą katastrofalne skutki. Rujnują pewność siebie, poczucie własnej wartości, zniechęcają do podejmowania wyzwań.

Agnieszki matka była bardzo toksyczną osobą która tak robiła. Agnieszka nie potrafi pozbyć się tych nawyków z przeszłości, co mnie bardzo martwi.

 Ona Zaczęła bardziej mnie obrażać i prowokować. Jej syn przybiegł i razem zaczęli mnie znowu obrażać i prowokować, krzyczała żebym się wyprowadził jak coś mi nie pasuje. Powiedziała, że będzie robiła to na co ma ochotę. 

 Chciałem jak najszybciej uciec bo z doświadczenia wiem, że to znowu by się źle dla mnie skończyło - nawet wezwaniem policji. 

Ja zawsze staram się nie eskalować konfliktów i przedstawiam cicho i spokojnie swoje argumenty. Ona robi zupełnie odwrotnie. Nie da mi się nigdy wypowiedzieć do końca, ciągle mi przerywa i krzyczy. Jest mi bardzo ciężko z nią rozmawiać.


więc spakowałem jedzenie i zabrałem syna na grila i spędziliśmy fajnie 3 kolejne godziny w ciszy i spokoju. Sebi powiedział mi w aucie że bardzo jest zły na mamę że ona go przedrzeźnia i często nazywa głupkiem.  Pocieszałem go całą drogę i powiedziałem że mama się zdenerwowała i że przestanie tak robić niedługo. Chciałem go tylko uspokoić i zmienić temat ale wiem, że ona się nie zmieni. Ona nie ma żadnego konstruktywnego zajęcia i siedzi cały dzień z nosem w telefonie, nie ma przyjaciół i koleżanek. Przez to zrobiła się taka toksyczna i negatywnie nastawiona do życia. Łatwo wpada w furię i nie zważa na słowa nawet przy dzieciach.


 Ja wielokrotnie brałem małego Adama od niej gdy on nie zasną w przeciągu godziny to potrafiła krzyczeć na niego, wrzucić go do łóżeczka jak lalkę i trzasnąć drzwiami. Wybiegła, zaczęła krzyczeć do mnie że ona pierdoli te usypianie, że on nie chce spać i niech on robi co chce. Dlatego często brałem go od niej wcześniej jak już słyszałem jak krzyczy do niego żeby spał natychmiast. Wolałem wcześniej go zabrać, ponosić, przytulić i się nim zająć aby nie wyżywała się na nim. Często zaraz po mojej interwencji, buziaki, mówienie że go kocham i żeby się mocno przytulił. Adam zasypiał uspokojony po 15 minutach. 

Takie sytuacje były dosyć często, nawet jak miał gorączkę i był chory, parę dni temu, ona też tak zrobiła. Krzyki, trzaskanie drzwiami i furia. Ja go przytuliłem i uspałem w 10 minut, swoją spokojną naturą, cichym spokojnym głosem i cierpliwością.

Wiele razy jak nie chciał spać i ona na niego krzyczała to słyszałem jak Adam mnie woła. Mówił że chce do taty. Ona nie poprosi mnie wcześniej abym jej pomógł bo to zagrozi jej dumie i jej wyobrażeniu siebie jako nie idealnej matki. Oddaje mi usypianie syna dopiero w ostateczności jak wpada w szał i furię.

Ja nic nie mogę na to poradzić bo jak ja chce dobrze to ona mówi że nie potrzebuje pomocy. Ona jest zbyt ambitna i każdą moją pomoc traktuje jak atak na nią, że ona jest wtedy do niczego i że sobie nie radzi. Dla mnie to jest chora sytuacja bo jak ja chce dobrze to ona tak odwróci sytuacje że moją pomocą jej ubliżam i tym podważam jej kompetencje. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Znowu go obrażała

Cios po niżej pasa

Głupku do syna